text-indent:50px

niedziela, 10 sierpnia 2014

Prolog cz. II

Drugą część prologu również dedykuję Ayi, Suzu i Kao. W których towarzystwie powstała zdecydowana większość rozdziału. <3

Ostrzeżenie: w rozdziale pojawia się scena (tutaj już dedykacja głównie dla Kao i Suzu ;D), którą niewinne oczy nie powinny czytać. Jej kolor został przyciemniony. 




Czuła, jakby to ktoś inny przejął jej ciało - nie działało ono zgodnie z wolą. Wampirzy instynkt, który nie został tak naprawdę i w pełni nasycony od dawna, a dostawał jedynie wymagane minimum, nie chciał odpuścić zdobyczy. Umysł walczył ze zwierzęcymi pragnieniami.
Przegrywał.
Miwo nie wiedziała, ile minęło czasu, nim zdołała odsunąć się od chłopaka. Natomiast była pewna, że stanowczo za dużo. Szatyn, nie będąc trzymanym, osunął się. Przez chwilę wpatrywała się w niego przerażona, nie wiedząc, co zrobić. Dopiero uświadomiwszy sobie, czego się dopuściła, uniosła drżącą dłoń ku twarzy.
Odruchowo zrobiła jeszcze kilka kroków do tyłu, nie będąc pewną, jak zareagować. W ustach cały czas miała słodki posmak krwi i, mimo sytuacji, w której się znalazła, od dłuższego czasu nie czuła się tak wspaniale.
Wewnętrzny spokój.
Będąc pierwszy raz w takim położeniu, nie potrafiła wymyślić, co zrobić. Nie miała wampirzego przyjaciela, któremu ufałaby na tyle, aby poprosić o taką pomoc. Wiedziała, że Juri i Haruka zdecydowanie nie pochwaliliby takiego zachowania. Zwłaszcza że ostatnio niemal zaciekle zaczęli bronić ludzkiej rasy.
Skrzywiła się na myśl o tym, jak bardzo ich zawiodła.
Pomyślała o Rido, który był ich przeciwieństwem. Czasem, na wampirzych przyjęciach, słyszała, jak inni komentowali jego poglądy, porównując z młodszym rodzeństwem (które z kolei nie chciało rozmawiać z Miwo o najstarszym Kuranie).
To były czasy, w których głowa rodu wygrywała w wyścigu polegającym na zapewnieniu sobie jak największej liczby sprzymierzeńców.
Dziewczyna, niewiele myśląc, teleportowała się do jego posiadłości. Biegiem pokonała odległość dzielącą ją od drzwi i, nie czekając na lokaja, pchnęła je. Nie kłopocząc się zamykaniem ich, zapytała go, gdzie może znaleźć Rido. Nim zdążył odpowiedzieć, usłyszała swoje imię.
Odwróciła się, po czym szybko pokonała odległość dzielącą ją od wampira. Wtuliła się w niego, nie zważając na to, czy pochwali tego typu wylewność. Mężczyzna momentalnie stężał, ale nie odepchnął jej, za co była mu wdzięczna.
Pokrótce zwierzyła mu się ze swojego problemu – opowiedziała o tym, jak przez długi czas próbowała ignorować głód, aż w końcu przejął on nad nią kontrolę, oraz że spotkała wtedy jakiegoś chłopaka.
- Wystarczy pozbyć się ciała – odpowiedział spokojnie. Wydawał się niewzruszony jej wyznaniem. Jak gdyby takie sytuacje zdarzały mu się dość często.
- Ale on żyje – fuknęła.
Kuran skwitował to lekkim wzruszeniem ramion. Nie widział w tym problemu.
- Nie chcę nikogo zabić. - Miwo pociągnęła nosem, dopiero teraz zaczynając odczuwać wyrzuty sumienia. Ugryzienie kogoś było czynem zdecydowanie mniej obciążającym niż morderstwo.
Rido westchnął ciężko, zakładając na głowę elegancki kapelusz, który uprzednio trzymał w dłoni. Dopiero wtedy zauważyła, że musiał wrócić do domu przed chwilą. Nieduże cienie pod oczami wskazywały na zmęczenie. Mimo to zapytał:
- Gdzie go zostawiłaś?


Gdy służące upewniły się, że sukienka została poprawnie zawiązana, a wszystkie spinki do włosów odpowiednio wpięte, skłoniły się. Po chwili wyszły, zostawiając Miwo samą, która, rzucając ostatnie spojrzenie na swoje odbicie w lustrze, ruszyła ich śladem. Stojąc tuż przed drzwiami, nerwowo wygładziła materiał sukni.
Mimo że kiedyś uwielbiała bale, nawet jeśli w większości przypadków uśmiechnięte twarze były tylko maską, tym razem wolałaby zostać w domu. Z drugiej strony nie chciała dzielić się z Rido swoimi przemyśleniami, widząc, że brat akurat tego dnia nie był w dobrym humorze.
Gdy spotkała go u szczytu schodów, wyglądało na to, iż jego nastrój zmienił się diametralnie. Dopiero gdy pojawili się na przyjęciu, Miwo miała szansę poznać powód tej niespodziewanej metamorfozy.
Był zadowolony. Rzucając wyzywające spojrzenie młodszemu rodzeństwu, poprowadził wampirzycę w kierunku jakiegoś nieznanego jej młodzieńca. Triumfował, mogąc rozegrać to wszystko po swojemu. Kuran wiedziała, że prędzej czy później głowa rodu wysunie argument małżeństwa, gdyż, z racji jej płci, tylko tak mogła być w jakikolwiek sposób przydatna.
Sama Miwo jak ognia unikała patrzenia na Juri i Harukę. Nie była pewna, czy znali powód nagłej przeprowadzki do posiadłości Rido. Nawet jeśli nie, to wolała ich nie uświadamiać. Wiedziała, że zasługiwali na to. Ale jeszcze nie dziś. Nie była gotowa.
Może kiedyś nadarzy się ku temu okazja.
Czując na sobie oceniające spojrzenia wielu wampirów, wiedziała, że nie może pokazać zdenerwowania i tego, jak bardzo chciałaby znaleźć się w innym miejscu. Oczekiwania wobec niej były wygórowane, ale, jak przystało na prawdziwą czystokrwistą, podoła im.
Przez resztę przyjęcia robiła wszystko, co w jej mocy, aby nie zhańbić rodziny. Wymagało to nie lada siły, więc gdy tylko nadarzyła się okazja, wyszła na przestronny taras. Wiedząc, że jest to miejsce dość chętnie uczęszczane, zeszła po schodach do ogrodu. Ruszyła jedną z wielu wąskich ścieżek, gdy usłyszała wołanie. Nim zdołała się obejrzeć, Haruka był przy niej. Zerknęła na niego, nerwowo przestępując z nogi na nogę.
- Tak? - zapytała po chwili niepewnie, gdy nie odezwał się słowem.
Wampir nie odpowiedział od razu. Taksował młodszą siostrę spojrzeniem, która, mimo najszczerszych chęci, aby pozostać oazą zewnętrznego spokoju, wyraźnie denerwowała się. Haruka był spokojny jak zwykle. Miwo nie potrafiła powiedzieć, o czym myślał i ten fakt tylko wzmagał jej niepokój.
- Dlaczego?
Krótkie pytanie nie było ułatwieniem. Głos wyprany z uczuć także nie nakierował wampirzycy na to, co chciała uzyskać. Potrząsnęła głową w niemej odpowiedzi, robiąc krok do tyłu, gdy ten zrobił jeden w jej stronę.
Widząc sylwetkę Rido, który leniwie schodził ze schodów, rozluźniła się. Jego pojawienie się oznaczało koniec rozmowy, a przynajmniej pozwalało Miwo na pozostawienie tej konwersacji starszemu bratu. Niewiele myśląc, wyminęła Harukę i szybkim krokiem skierowała się ku głowie rodu. Gdy stanęła u jego boku, objął ją ramieniem w talii, przysuwając bliżej siebie.
Miała świadomość tego, iż gest nie był spowodowany przez opiekuńczą część mężczyzny (o ile w ogóle istniała), ale i tak poczuła się bezpieczniej. Oparła czoło o jego ramię, wbijając spojrzenie w pobliski krzew. Chciała jak najszybciej odejść.
- Czasem zapominam, że po tobie można spodziewać się wszystkiego - westchnęła Juri, dołączając do nich. Jej nagłe pojawienie się sprawiło, że Miwo drgnęła, ale nie spojrzała na siostrę.
W odpowiedzi Rido tylko się zaśmiał.
- Twoje chore manie nie powinny mieć na nią wpływu - dodała, stając obok męża. Skrzyżowała ramiona, nie miarkując swoich emocji tak dobrze, jak Haruka. W jej przypadku nie było jakichkolwiek problemów z odczytaniem myśli. Wszyscy wiedzieli, że z Juri można czytać niczym z otwartej księgi.
Młodsza z sióstr odchrząknęła, zwracając na siebie uwagę pozostałej trójki.
- To był mój wybór - odezwała się cicho, zerkając na wszystkich po kolei. Rido miał dobry humor, wyraźnie zadowolony z takiego obrotu spraw. Haruka zacisnął szczęki, wbijając w nią spojrzenie, natomiast jego wybranka wyglądała, jakby jej największym pragnieniem było uderzenie kogoś.
Wkrótce potem zostawili poślubionych samym sobie.


Życie Miwo w posiadłości Kuranów było dość nudne. Wampirzyca często sama jadła posiłki, siedząc tuż przy szczycie stołu. Miejsce dla Rido było zawsze przygotowane - służba, nawet jeśli już wcześniej było wiadome, że głowa rodu nie pojawi się, musiała być przygotowana na wszystkie możliwości. Przez kilka pierwszych minut wpatrywała się w puste miejsce, by potem, upewniwszy się o jego nieobecności, zacząć jeść. Wolne chwile spędzała na czytaniu - chociaż na początku nie było to jej ulubionym zajęciem, z czasem musiała się do tego przyzwyczaić. Spędzanie nocy, leżąc na łóżku albo wpatrując się przez okno, stało się wyjątkowo nudne już po pierwszych dwóch tygodniach. Na bale nie chodzili często, gdyż brat z licznych zaproszeń wybierał te, które były według niego najbardziej warte uwagi. Od rozmowy z Haruką i Juri nie spotkali ich więcej.
Mimo to nie narzekała. Rido jej pomógł i była za to wdzięczna.
Czasem zdarzały się wieczory, które spędzali razem. Były dość przyjemne, zwłaszcza jeśli brat nie zasypiał na fotelu.
Któregoś dnia tuż przed wschodem słońca wyszli do ogrodu znajdującego się na tyłach posiadłości. Milczeli, doceniając swoje towarzystwo i wszechobecną ciszę, którą przerywał jedynie stukot ich butów. Miwo obeszła niedużą fontannę, wspominając zabawę w niej, gdy była dzieckiem. Często wpadała do chłodnej wody albo ochlapywała siedzące tuż przy niej ptaki. Wtedy wszystko było prostsze.
Westchnęła ciężko, zerkając na Rido, który przysiadł na ławce. Ruszyła w jego stronę, postanawiając, że wreszcie czas na rozmowę. Nie chciała, aby reszta jej życia była równie nudna, a przez to męcząca. Tego typu perspektywa była irytująca, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, ile czasu żyły wampiry.
Usiadła obok brata, spoglądając na niego. Miała chęć zapytać, o czym myśli, jednak wiedziała, że w odpowiedzi dostałaby jedynie pochmurne spojrzenie. Niepewnie dotknęła jego ramienia, zwracając na siebie uwagę.
- Doceniam to, co dla mnie zrobiłeś - zaczęła cicho, tracąc pewność siebie w chwili, gdy mężczyzna zmarszczył brwi - ale ja nie mogę tak żyć. Chyba zaczynam tracić zmysły przez tę całą nudę.
- Nie jesteś więźniem w tym domu - odparł, zakładając jej za ucho kosmyk włosów. - Możesz go opuszczać, byle nie szukając kłopotów. Oczywiście uprzednio wolałbym znać twoje plany. I abyś nie wracała za późno.
Odpowiedź zaskoczyła Miwo. Spodziewała się zupełnie innej. Nawet jeśli nie znała Rido dostatecznie dobrze, aby dokładnie przewidzieć każdą reakcję, wyobrażała sobie, co powie.
- Tak zrobię - zaśmiała się cicho, po czym, po chwili milczenia, kontynuowała poważniejszym tonem - Ty… nadal czujesz coś do Juri, prawda?
Chciała poruszyć tę kwestię już od dawna. Była ciekawa, ale przede wszystkim zastanawiała się, co zrobi. Wiele razy mówił o tym, że potrzebuje dziedzica. Miwo nie wątpiła, że było wiele wampirzyc, również czystokrwistych, które dałyby wiele, aby móc zostać panią Kuran. Korzystając z okazji, pozwoliła sobie na śmiałość. Zamarła, w napięciu wpatrując się w niewzruszonego Rido, który nie od razu zareagował na jej pytanie.
Oczekiwała od niego szczerej odpowiedzi.
- Nie sądzę, aby ten temat powinien zaprzątać twoją głowę - rzekł, wstając z ławki. Nawet nie spojrzał na młodszą siostrę, wyraźnie niezainteresowany jej reakcją. Ruszył w stronę tarasu, aby po chwili wejść do budynku. Miwo została sama, nie będąc pewną, jak zareagować. W końcu odpowiedziała tak, żeby, dzięki swoim wampirzym zmysłom mógł to usłyszeć:
- Twoja odpowiedź mówi mi wszystko. Jednakże do tego czasu sądziłam, że ufasz mi chociaż w jakimś stopniu.


Uniosła głowę znad książki, gdy usłyszała ciche skrzypienie drzwi prowadzących do biblioteczki. Wyszła ze swojej kryjówki, wychylając się zza wysokiego regału. Ze zdziwieniem zauważyła Rido. Odkąd wróciła do posiadłości Kuranów, nie spotkała go tutaj ani razu. Brat wydawał się wiedzieć, gdzie ona się znajduje, gdyż skierował swoje kroki ku miejscu, w którym zwykła przebywać. Szybko odłożyła książkę na pierwszą lepszą półkę, nie przejmując się tym, czy robi to zgodnie z jej wcześniejszym ułożeniem. Odwróciła się i zauważyła Rido tuż przed sobą.
Uniosła brew w oczekiwaniu, aż zacznie mówić. Był to gest tak typowy dla Kuranów - jakby nadawcę nie interesowało to, co odbiorca chce przekazać. Miwo wiedziała, że kłamała, a całe jej ciało w napięciu oczekiwało jego odpowiedzi.
Jednakże zamiast się odezwać, dał znak głową, aby ruszyła za nim. Zrobiła to bez wahania. Kuran poprowadził ich w kierunku niedużej kanapy stojącej tuż po ścianą, na której po chwili usiadł. Miwo zdecydowała się na mniej wygodny fotel, wpatrując się w jego profil.
Atmosfera była zdecydowanie za ciężka. Dziewczyna nie wiedziała, jak czuje się jej brat, ale ona nie mogła powstrzymać się przed nerwowym wierceniem. Chciała, aby między nimi nie było denerwujących tajemnic. Miała świadomość, że Rido jest niemal zupełnym przeciwieństwem Haruki. Ale gdy głowa rodu zaprosiła ją na spotkanie po tylu latach, myślała, iż również chce nadrobić stracone lata. I tak samo jak ona, aby stali się sobie bliżsi.
Z drugiej strony, nie mogła go do niczego zmusić.
- Na początku tak mi się zdawało. Z czasem uświadomiłem sobie, że nie kierowałem się niczym innym, jak pragnieniami ciała i zwykłym braterskim poczuciem obowiązku - powiedział w końcu, po jakimś kwadransie stresującego oczekiwania.
Wiedziała, jak wiele kosztowało go to wyznanie. Nie należał do osób, które chętnie dzieliły się swoimi problemami, nawet z rodziną. Dodatkowo miała świadomość tego, że od wielu lat pomiędzy starszą trójką panowało niewygodne napięcie. Zauważyła je już jako dziecko, chociaż nie znała dokładnie powodu.
Westchnęła ciężko, nie wiedząc, co odpowiedzieć. W tej chwili nic nie wydawało się odpowiednie, więc wyciągnęła dłoń i położyła ją na jego ręce, którą oparł na podłokietniku. Lekko ją ścisnęła.
Gdy Rido odpowiedział lekkim skinieniem głowy, wiedziała, że słowa były zbędne.


Od czasu rozmowy (o ile tak można było to nazwać) w bibliotece, zaczęli spędzać razem więcej czasu. Pomimo wielu obowiązków, Kuran częściej przebywał w domu. Dodatkowo zabierał swoją siostrę na niektóre spotkania. Miwo nudziła się na nich śmiertelnie, ale uwielbiała wspólne powroty. Zwłaszcza gdy odbywały się one bardzo daleko od domu - jeździli wtedy pociągiem. Spędzali długie godziny w wygodnym przedziale. Rido nigdy nie należał do zbytnio gadatliwych osób, ale pozwalał młodszej siostrze na długie opowieści. Co nie znaczy, że milczał przez większość czasu. Czasem sam zaczynał pogawędkę, nieraz wypowiadając swoje uwagi na tematu przebiegu wcześniejszego spotkania albo obecnych na nich wampirów. Gdy nie mieli ochotę na rozmowę, oddawali się lekturze albo podziwiali obrazy za oknem. Miwo siedziała wtedy z nosem niemal przyklejonym do szyby, zachwycając się nieznanymi widokami. Miała wrażenie, że brat przygląda się jej, ale za każdym razem, gdy na niego zerkała, robił co innego.
Kilka dni mieli spędzić razem w jednej z rodzinnych posiadłości. Nie była tak okazała jak pozostałe i nie przebywała w niej służba. Miwo jedynie słyszała o niej, nigdy nie mając okazji na spędzenie w niej czasu. Z zewnątrz nie wyróżniała się niczym szczególnym, ale wystarczyło zobaczyć plażę rozciągającą się na tyłach rezydencji. Otoczona lasem, pogrążona była w cieniu przez większość dnia.
Rido zostawił ją tuż po przyjeździe, aby mogła odpocząć. Sam zamknął się w biurze wraz z kilkoma wampirami. Wyglądało na to, że spędzi tam trochę czasu.
Nie zastanawiając się ani chwili, zmieniła ubranie na mniej oficjalnie. Dopinając ostatni guzik błękitnej sukienki, czym prędzej wyszła z pokoju, kierując się ku drewnianym schodom. Zeszła po nich na palcach, równie cicho przechodząc obok pomieszczenia, w którym przebywał jej brat. Uspokoiła się dopiero, gdy przeszła przez wąski korytarz, mijając kuchnię, niedużą jadalnię i weszła do salonu. Nawet nie spojrzała na wystrój - jej oczy były wbite w drzwi prowadzące na taras. Uchyliła je lekko i wyszła przez nie.
To, co zobaczyła, było piękniejsze niż oczekiwała. Tuż przed wodą soczyście zielona trawa zamieniła się w jasny piasek, leniwie obmywany przez jasną wodę. Oparła się o drewnianą barierkę, podziwiając widok. Księżyc przysłoniły ciemne chmury, ale i tak nawet zwykły człowiek widziałby gwiazdy. Po chwili zdecydowała się zejść do ogrodu, zostawiając buty na ostatnim schodku.
Ostatnie kilka metrów przebiegła, zatrzymując się dopiero, gdy woda sięgała jej do kostek. Pomimo upałów panujących w dzień, nie była ona ciepła. Miwo szła dalej, nie przejmując się mokrą sukienką. Nie lubiła tego uczucia, gdy mokry materiał przylegał do ciała, ale póki była w wodzie, nie przeszkadzało jej to. Gdy ciecz sięgała jej do pasa, zanurkowała. Po wynurzeniu musiała położyć dłonie na ustach, aby stłumić krzyk przemieszany ze śmiechem. Uspokoiwszy się, zaczęła pływać na plecach, wpatrując się w niebo.
Dzięki wyostrzonym zmysłom słyszała nie tylko szum wody i drzew, ale także zwierzęta - ryby, które na ułamek sekundy zbliżały się do tafli wody, pohukiwanie sów przesiadujących w głębi lasu czy trzask gałęzi zgniecionych przez jakiegoś drapieżnika.
Nocne życie także miało swoje uroki. Oczywiście nieraz wychodziła z domu w czasie dnia, ale to nie było to samo.
Z rozmyślań wyrwał ją głos Rido:
- Pływasz tak już dobre dwie godziny.
- Nie chorowałam od dawna - żachnęła się, przypływając bliżej brzegu. Stanęła, gdy była pewna, że będzie w stanie dotknąć gruntu.
- Co nie znaczy, że już nigdy nie zachorujesz - mruknął niewzruszony. Miwo z zaskoczeniem zauważyła, że miał na sobie tylko brązowe spodnie z kantem i białą koszulę, której rękawy podwinął. Było to o tyle niecodzienne, gdyż nawet po domu chodził w kamizelce i zawsze miał zapięte mankiety. Uśmiechnęła się na ten widok, zbliżając się ku niemu.
- Nie mogę żyć, jakby wszystko miało sprawić, że będę chora - odparła, po czym objęła go w pasie, mocząc ubrania Rido. Próbował ją odepchnąć, ale robił to raczej dla zasady. W starciu z nim byłaby niczym szmaciana lalka i wiedziała o tym, a w tej walce wygrywała bez problemu.
- Dawno temu skończyłeś spotkanie? - zapytała, opierając czoło o jego ramię.
- Nie, dosłownie przed chwilą.
- Ostatnio masz ich naprawdę dużo i trwają po kilka godzin - burknęła, spoglądając na jego zmęczoną twarz z dołu. - Powinieneś wziąć sobie co najmniej miesiąc urlopu.
- Do końca naszego pobytu tutaj nie wychodzę nigdzie ani nie przyjmuję gości. Czy pasuje to ci, pani? - zapytał, delikatnie wyciskając wodę z jej włosów.
- Wreszcie poczuję, że mam brata - zachichotała. - Ale sądzę, że nie możemy zapomnieć o spożywaniu posiłków, które, o ile dobrze pamiętam, nie rosną na drzewach.
- Jeden wyjątek - podsumował, kiwając głową z uznaniem.
Nagle odsunęła się, po czym złapała Kurana za rękę, ciągnąc go w stronę wody. Spojrzała błagalnie na brata, dając mu znać, że chce z nim popływać. Ten tylko westchnął, uwalniając się z jej uścisku. Już myślała, że odmówi, gdy zaczął zdejmować buty. Myślała, że na tym skończy, ale rozpiął koszulę. Gdy robił to samo z guzikami spodni, odwróciła spojrzenie. Czuła, że policzki zaczynają ją palić, ale nie mogła nic na to poradzić - mokra dłoń przyłożona do skóry nic nie dała. Nigdy wcześniej nie widziała nawet półnagiego mężczyzny, ale najbardziej zaskoczyło ją gorąco, które spowodował brat. Nie sądziła, że kiedykolwiek zareaguje tak na widok kogoś z rodziny.
Gdy stanął obok, próbowała skupić spojrzenie na księżycu.
- Tutaj nawet gwiazdy wydają się świecić mocniej - powiedział, a ona odruchowo zerknęła na niego. Przez ułamek sekundy wpatrywała się w jego klatkę piersiową, aby dopiero wtedy podnieść wzrok na jego oczy. Nie umknęło to uwadze wampira, który zaśmiał się na widok jej zawstydzenia.
Nie czekając, aż coś powie, weszła z powrotem do wody. Rido szedł tuż za nią, jak gdyby nie przejmował się zimną wodą. Po chwili zanurkowała, łapiąc go za nogę i ciągnąc do dołu. Mężczyzna poddał się, po czym, będąc już zanurzonym, uwolnił się z jej uścisku. Bez wahania objął ją w pasie, przyciągając do siebie. Wynurzywszy się, uniósł ją o kilka centymetrów wyżej tak, że nie miała szansy na dotknięcie gruntu. Zaczęła się wiercić, mrucząc, aby ją postawił.
Uspokoiła się, nie mając siły na dłuższą walkę, podczas gdy jej oprawca nadal stał niewzruszony. Objęła go za szyję, wyrównując oddech.
- Jesteś głodna - stwierdził cicho, kładąc dłoń na jej policzku. Potaknęła, wiedząc, że nie ma sensu go okłamywać. Zaskakująco precyzyjnie określał jej stany. Wcześniej milczała, wiedząc, że nie było służby, która mogłaby ofiarować swoją krew, a nie chciała polować na człowieka.
Przesunął opuszkami po kości policzkowej, kiwając głową. Wplótł dłoń w jej czekoladowe włosy, drugą cały czas obejmując ją w pasie. Wiedziała, że pozwolił jej się posilić. Gdy była mała, czasem ofiarowywał jej swoją energię.
Nie chciała zrobić tego jak wygłodzone dziecko. Kiedyś przez przypadek podejrzała jak Haruka dzielił się krwią z Juri. Nie robiła tego jak Miwo zwykła czynić. No i nie ubrudziła się. Z drugiej strony, jej ukochany nie wyglądał, jakby mu to przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, wydawało się, że pragnął tego aktu tak samo jak kobieta.
Gdy lekko odchylił głowę w bok, kilka razy musnęła ustami skórę szyi, wybierając sobie miejsce, w które chciałaby się wgryźć. Gdy znalazła je, przesunęła po nim językiem. Poczuła, jak jego ręka zacieśniła się wokół niej.
Wgryzła się, a jej usta wypełniła krew. Westchnęła z ulgą, gdy pierwszy łyk spłynął do gardła, kojąc wygłodniały instynkt drapieżnika. Rozluźniła mimowolnie napięte mięśnie, gdy całkowicie zaspokoiła głód. Mimo to wypiła jeszcze trochę, rozkoszując się smakiem i czując go dopiero, gdy nie myślała o pragnieniu.
Z trudem odsunęła się od Rido. Gdy dwie małe ranki momentalnie się zasklepiły, oblizała resztki czerwonej cieczy, które pozostały na skórze. Odsunęła się od niego. Zauważywszy, że w trakcie objęła go nogami, zawstydziła się jeszcze bardziej. Chciała je rozpleść, ale poczuła na nich jego dłonie. Nie chcąc, aby porwał ją prąd, objęła brata mocniej za szyję.
Odwzajemniła spojrzenie wampira, wyraźnie uspokojona. Nawet jeśli sytuacja była dla niej niecodzienna, krępacja odeszła w zapomnienie. Gdzieś w środku czuła, że będzie tego żałować, ale w tej chwili kompletnie to zignorowała.
Mężczyzna przybliżył twarz ku niej. Zamarła, nie wiedząc, co chce uczynić. Zamknęła oczy, podczas gdy Rido ją pocałował. Najpierw po prostu musnął jej usta swoimi, wyraźnie nie chcąc przestraszyć dziewczyny. Kilka chwil później, poczuwszy nacisk jego języka, posłusznie rozchyliła usta, pozwalając Kuranowi na pogłębienie pocałunku.
Krew zaczęła jej szumieć w uszach, a gdzieś na skraju świadomości odnotowała fakt, że jego oddech również przyśpieszył. Nieśmiało powtórzyła ruchy wampira, co tamten nagrodził zadowolonym mruknięciem. Nie mogła powstrzymać uśmiechu, czując się coraz pewniej. Każdy jej nowy ruch był niepewny, ale gdy nie spotykała się ze sprzeciwem, zaczynała pragnąć więcej. Chciała zrobić to, o czym tylko czytała w książkach albo znała z podsłuchanych rozmów służących.
Ze zdziwieniem poczuła trawę pod plecami. Jej umysł, zachwycony nowymi doznaniami, nie zarejestrował wyjścia z wody. Rido wyniósł ją na rękach, po czym bez problemu przeniósł. Jęknęła z niezadowoleniem, gdy się odsunął, by spojrzeć na nią. Sekundę później zadrżała na widok jego czerwonych tęczówek, w których wyraźnie kryło się pragnienie.
Czuła się przestraszona i przytłoczona, ale z drugiej strony nie chciała przerywać w takim momencie. Całe jej ciało drżało w oczekiwaniu na upragniony dotyk, a w brzuchu czuła dziwny uścisk. Bolało, ale była to przyjemna i słodka tortura. Niczym wybuchowa mieszanka.
Zatrzęsła się, czując chłodny wiatr muskający rozpaloną skórę. Mokry materiał przylegający do reszty ciała przestał istnieć w chwili, gdy poczuła pocałunki Rido na wewnętrznej stronie uda. Jedyne, czego była świadoma, to dotyk wampira i gorąco rozpalające ją od środka.
Zasłoniła dłonią usta, chcąc stłumić jęk, poczuwszy zęby zaciskające się na delikatnej skórze. Kuran, odsunąwszy jej rękę, wywarczał:
- Chcę cię słyszeć.
Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Z jednej strony nie powinna tego pragnąć, z drugiej natomiast ochrypły głos spowodował nową falę rozchodzącą się po ciele. Niemal zgniótł jej usta w pocałunku, nie przejmując się niedoświadczeniem siostry.
Instynkt drapieżnika przejął kontrolę nad ich ciałami, gdy próbowali się wzajemnie ugryźć czy chociażby zadrapać, aby poczuć prawdziwy zapach drugiego. Zapach, który krążył w żyłach, niedostępny dla otoczenia.
Ostatecznie przegrała, poddając się bez dalszego oporu, gdy poczuła go w sobie. Silny ból został stłumiony przez bezceremonialne ugryzienie w szyję. Na początku zadziałała odruchowo, zaciskając wszystkie mięśnie, aby udaremnić to wtargnięcie. Cichy szept, nakazujący jej się rozluźnić, nie spotkał się ze sprzeciwem. Nie mógł. Rozkaz Rido nie mógł zostać zignorowany.
Ze zdziwieniem odkryła, że nieprzyjemne uczucie wkrótce zniknęło, zastąpione przez siejącą spustoszenie rozkosz.



- Zastanawia mnie, czy wszyscy czystokrwiści smakują tak dobrze - mruknęła sennie, podciągając kołdrę pod brodę. Ogarnięta zmęczeniem, nie zauważyła czujnego spojrzenia Rido.
- Nie piłaś nigdy naszej krwi? - zapytał, kładąc się na boku. Podparłszy się na ramieniu, zerknął na nią z góry.
- Piłam, ale tylko tyle, aby móc w miarę normalnie funkcjonować - wyznała, uśmiechając się. Wyciągnęła dłoń, aby prześledzić palcem wskazującym linię jego żuchwy. Nie zwróciła nawet najmniejszej uwagi na rozdrażniony ton głosu Kurana czy napięte mięsnie.
- A służba?
- Juri i Haruka nie mają jej. Wzajemnie dzielą się swoją krwią, co nie jest niczym dziwnym, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że są małżeństwem. Nie chodzili za mną, ciągle pytając, czy jestem głodna - zaśmiała się, jakby na samo wyobrażenie takiej niedorzecznej sytuacji. Przeniosła palec na obojczyki, leniwie obrysowując ich kształt.
Zamarła, słysząc jego ciche warknięcie. Chwilę zajęło, nim przeanalizowała sytuację, zastanawiając się, co mogło to spowodować. W jej umyśle mignęło pytanie dotyczące tego, ile minie, nim dobrze pozna Rido. Z trudem odepchnęła tę myśl, wiedząc, że to nie był odpowiedni moment.
Połączywszy fakty, uśmiechnęła się delikatnie. Do połowy wygrzebała się spod kołdry, unosząc się, aby móc dosięgnąć do jego ust. Pocałowała go, starając się przekazać w tym jednym geście wszystkie kłębiące się w niej uczucia.
- Zaczęłam czuć się tam jak osoba, której nie powinno być - westchnęła, odsunąwszy się od niego. - Byłeś nieobecny przez tyle lat - dodała, a w jej ton wkradła się nuta goryczy.
Nie odpowiedział, pozwalając Miwo na dalsze zwierzenia. Doceniał jej szczerość, nawet jeśli nie mógł, przynajmniej na razie, odwdzięczyć się tym samym.


Następne kilka lat można nazwać monotonnymi. Ale dla Miwo była to przyjemna i leniwa stałość. Jako czystokrwista nie musiała pracować ani przestrzegać jakiegoś specjalnego planu dnia. Jedynym wyznacznikiem, którym musiała się kierować, były obowiązki Rido. Miał ich naprawdę wiele, chociaż od kiedy naprawili swoje kontakty, jakby zrezygnował z połowy z nich. Nie wiedziała, jakim cudem udało mu się, ale nigdy nie zastanawiała się dłużej. Doceniała każdą chwilę.
Miwo powoli zeszła ze schodów, uśmiechając się, gdy brat nie odrywał od niej wzroku. Z wdzięcznością przyjęła jego dłoń, drugą ręką nerwowo wygładzając fałdy ciemnoczerwonej sukienki. Czuła się niepewnie, będąc ubraną w tak rzucający się w oczy kolor. Sama wybierała łagodniejsze kolory, ale ta szata była prezentem od Rido. Chciał, żeby założyła ją na ten konkretny bal. Sukienka była skromna, jedynie odrobina srebrnej nitki u dołu tworzyła wzory. Sięgała niemal do ziemi, odrobinę rozszerzając się ku dołowi, a niewielki dekolt i długie rękawy osłaniały ciało wampirzycy. Dzięki temu czuła się mniej niepewnie, ale świadomość, że przyciągnie spojrzenia innych, nie pocieszała Miwo.
Z drugiej strony, oficjalnie będą razem. Nie zostanie zignorowana przez hordy młodych panien na wydaniu, które będą próbowały się zbliżyć do jej brata. Ona sama też nie będzie musiała prowadzić niezręcznych rozmów z kawalerami.
Drogę jak zwykle pokonali w milczeniu, każde zatopione w swoich myślach. Posiadłość, do której zmierzali, znajdowała się niedaleko i należała do rodziny czystokrwistych od setek lat popierającej Kuranów. Nigdy nie spotkała żadnego z gospodarzy. Wiedziała tylko, że mieli dwoje dzieci. Bliźniaki, Hikaru i Kaori, podobno obdarzone dość specyficznym charakterem, razem witały gości. Szaty miały wykonane z tego samego materiału w kolorze jasnej czerwieni, przez co nie dało się nie zauważyć łączącej ich zażyłości. Gdy Miwo i Rido podeszli do nich, brat dziewczyny ucałował jej dłoń. Kobieta zaśmiała się w odpowiedzi, po chwili bez wahania zarzucając Kuranowi ręce na szyję. Trwali w uścisku odrobinę dłużej niż było to dopuszczalne towarzysko, ale żadne z nich nie przejęło się tym faktem. Po wymienieniu uścisku dłoni z Hikaru Rido przedstawił im swoją najmłodszą siostrę, która uśmiechnęła się nieśmiało, nie czując się pewnie w ich towarzystwie. Starsza trójka wydawała się bardzo dobrze znać, zwłaszcza Kaori i Rido. Wymienili kilka zdań, pomijając typowe uprzejmości, po czym rodzeństwo Kuran weszło do środka sali balowej.
Jak się okazało, w środku byli już Juri i Haruka. Na ich widok Miwo mocniej przylgnęła do boku ukochanego, starając się nie pokazać nerwów. Nie wiedziała, że mają być obecni na przyjęciu. Nawet jeśli znajdowali się po dwóch różnych stronach niemal kolosalnej sali, atmosfera wyraźnie zgęstniała.
Może gdyby udało im się porozmawiać… Miwo nie mogła całe życie uciekać przed problemami. Spoglądając na najstarszego brata, pomyślała, że może istniała chociaż mała szansa na spełnienie jej dziecięcego marzenia.
Z zadumy wyrywał ją głos Rido. Spojrzała na niego, jednocześnie prosząc, aby powtórzył pytanie.
- Zapytałem, czy chciałabyś zatańczyć.
Skinęła głową, uśmiechając się promiennie.
Przez następne dwie godziny nie odstępowała Kurana na krok - kilka razy zatańczyli, porozmawiali z osobami, które liczyły się w wampirzym świecie albo po prostu, znajdując kilka minut słodkiej wolności, odpoczywali od obecności innych.
Rozmowę rodzeństwa przerwał cichy głos. Był to tylko pozorny szept, gdyż każdy, nawet człowiek, nie miałby problemów z usłyszeniem kobiety. Ton stworzony dla czystokrwistej.
- Mam nadzieję, że dobrze się bawicie - zaczęła Kaori, gdy obrócili się ku niej. - I nie obrazicie się, jeśli na chwilę was rozdzielę.
Jej brat, dołączywszy do bliźniaczki, powiedział:
- Sądzę, że grzechem byłoby zatrzymywać tak piękną damę dla siebie, nie pozwalając innym nawet na jeden taniec.
Gdy tak przed nią stali, Miwo uderzyło, jak bardzo byli do siebie podobni. Nie chodziło tylko o to, że niewiele różnili się wyglądem. Mieli podobny ubiór, ale także sposób poruszania się czy ton głosu.
Kurohiko obnosili się ze swoją bliskością. Chcieli, aby każdy, kto choćby na nich zerknie, zapamiętał ten fakt. Kuran nie mogła pozbyć się wrażenia, że było to swoiste ostrzeżenie. Przed czym? Tego już nie wiedziała.
Rido, obejmując ukochaną ramieniem w talii, uśmiechnął się leniwie.
- Pozwolenie innym na choćby jeden taniec z moją siostrą dałoby mylne wrażenie, iż mogą próbować starać się o jej przychylność - odparł spokojnie, po czym pocałował Miwo w czoło. Kąciki jej ust uniosły się na ten gest. Spojrzała Rido w oczy, wtulając się w jego bok.
W tej chwili otoczenie zdawało się nie istnieć.


 Stając przed dobrze znanymi drzwiami, poczuła nieprzyjemny uścisk w brzuchu. Ostatnim razem opuszczała dom w pośpiechu, obawiając się konfrontacji z Juri albo Haruką. Zastanawiała się, jak zareagują na jej nieoczekiwaną wizytę, zwłaszcza, jeśli zebranie odwagi zajęło Miwo blisko dwa stulecia. Niedługi czas, biorąc pod uwagę ile lat liczyło rodzeństwo, ale mimo wszystko spory okres wyjęty z życia.
Zapukała, rozglądając się na boki. Specjalnie wybrała wczesną porę, aby mieć pewność, że nie opuścili domu. Poza tym zawsze woleli spędzać wolne chwile z dala od innych wampirów, wychodząc tylko na niektóre przyjęcia. A Miwo wiedziała, iż tej nocy nie odbywało się żadne.
Nie musiała długo czekać, nim Juri stanęła przed nią.
- Dlaczego przyszłaś?- zapytała, krzyżując ramiona na piersi. Nie odrywała od niej pozornie groźnego spojrzenia. Młodsza wampirzyca być może kiedyś przestraszyłaby się, jednak po tylu latach nie było mowy o bojaźliwości wobec nieszkodliwej siostry.
Cholera, czasem przerażało ją to, jak się zmieniła. Ale w momencie, gdy po codziennie mijanym na targu miłym sprzedawcy nie pozostaje nawet kurz, a mała dziewczynka, niegdyś pomagająca mamie w sklepie, staje się posiwiałą babcią, wiesz, że jakoś trzeba zaakceptować pędzący czas.
Zaskoczenie podobno mija po kilkudziesięciu latach.
- Chciałabym porozmawiać. Najlepiej w środku. Jeśli łaska – odparła spokojnie.
Gdy drzwi zamknęły się za nią z cichym trzaskiem, w polu jej widzenia pojawił się Haruka. Wyglądało na to, że w tej chwili przedpokój wydawał się im najlepszym miejscem do pogawędki. Miwo oparła się plecami o drzwi, postanawiając, że wyrzuci to z siebie jak najszybciej.
Z drugiej strony nie wiedziała od czego zacząć. Ostatecznie zdecydowała się na opowiedzenie wszystkiego od początku. Z pominięciem pewnych szczegółów. Mówiąc o przemienieniu człowieka, wbiła spojrzenie w podłogę. Gdzieś pomiędzy pomocą Rido a długotrwałą aklimatyzacją w rodzinnej posiadłości, zaczęła nerwowo chodzić wokół dwójki słuchaczy.
Gdy skończyła, z zaskoczeniem zauważyła, że oboje milczeli. Spodziewała się nieprzyjemnych komentarzy, a zamiast tego Haruka skierował się do pokoju dziennego. Juri podążyła za nim jak cień, tak więc Miwo, chcąc nie chcąc, zrobiła to samo. Cisza trwała jeszcze długo po tym, jak usiedli.
Wampirzyca wiedziała, że muszą to przetrawić.


Wyciągnęła się na łóżku z cichym mruknięciem. Nie mogła sobie pozwolić na jeszcze odrobinę lenistwa, nawet jeśli bardzo tego pragnęła. Zauważywszy puste miejsce obok, położyła dłoń na poduszce. Wyczuwszy, że jest ciepła, szybko wyskoczyła z łóżka, mając nadzieję na spotkanie z ukochanym przed jego wyjściem. Słysząc kroki na korytarzu, wyszła z pokoju.
Z szerokim uśmiechem wtuliła się w niego, uprzednio lekko zderzywszy się z Rido. Po krótkim pożegnaniu, opuścił posiadłość. Sama Miwo nie musiała się zbytnio śpieszyć. Spojrzawszy na zegar, upewniła się, że może sobie na to pozwolić. Zawsze wolała wcześniej wstać, zwłaszcza, jeśli przebywała w rezydencji na plaży. Mogła wtedy zjeść śniadanie na tarasie, nie odrywając oczu od wody. Często, po spożyciu posiłku, podchodziła bliżej niej, w dłoniach trzymając kubek stygnącej herbaty.
Uwielbiała takie chwile.
Nie miałaby sprzeciwów, gdyby właśnie tak wyglądała reszta jej życia. Co prawda była świadoma, iż musiało minąć jeszcze wiele lat, nim zdołałaby ostatecznie pogodzić Rido z rodzeństwem. Ale istniała na to szansa. Gdyby tylko Juri i Haruka mieli szansę ujrzeć to, czego Miwo była świadkiem, zmieniliby zdanie o najstarszym Kuranie. Z drugiej strony sądziła, że zapewne niewiele osób doświadczyło prawdziwego zachowania głowy rodu. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę świat, w którym przyszło im żyć.
Nagle jej uwagę przykuła czyjaś obecność. Na początku wyczuła jedną osobę, człowieka. Po chwili dołączyła do tego delikatna woń wampira. Mimowolnie zacisnęła pięści, wyczuwając czystokrwistego. Niecodzienne połączenie, zważywszy na to, iż nie znała dobrze właściciela, jedynie ledwo kojarząc zapach, a niewiele osób wiedziało o tym miejscu.
Następnie wszystko potoczyło się bardzo szybko. Łowca zaatakował, wykorzystując stan ciężarnej wampirzycy. Walka była krótka i jej wynik stał się dla Miwo jasny, gdy czystokrwisty wspomógł człowieka.
Sama śmierć była mniej bolesna niż myśli, które nawiedziły Kuran tuż przed nią.





Przed wami druga i, jak można się łatwo domyślić, ostatnia część prologu. Mam nadzieję, że nadal czujecie się zachęceni (zachęcone? ;D) do dalszego czytania.
Serdecznie dziękuję za zachęcające komentarze pod poprzednią częścią. Miłe było je przeczytać, zwłaszcza, że moja poprawa została zauważona. <3
Korzystając z okazji, pozwolę sobie zauważyć, że Rido tak naprawdę znamy z czasów jego napadu na Akademię. Proszę się tym aż tak bardzo nie kierować, zwłaszcza podczas czytania prologu. ;D Starałam się aż tak bardzo nie zmieniać jego zachowania, ale w obecnej sytuacji drobne modyfikacje były konieczne. Jaki będzie dalej... Cóż, musicie poczekać na następne rozdziały! ;D
Z kwestii technicznych to akapity ze mną walczą. D: Nie wiem dlaczego, ale jeśli ktoś umiałaby to naprawić, byłabym bardzo wdzięczna za pomoc.
Poza tym to miło wrócić do pisania VK. <3


5 komentarzy:

  1. Hey!
    Dzięki za info!

    Wow! Fakt, poprawiłaś się i to bardzo! :D Druga część prologu jest równie intrygująca jak poprzednia...A może nawet bardziej ;)

    Mam nadzieję, że nadal będziesz pisać w takim tempie ;)

    Pozdro i weny!

    K.L.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bliźni, Bliźni, Bliźni! ~ 
    Na wstępie dziękuję za dedykację <3 Chociaż nie powiem, trzeba było Cię podpić żeby rozdział wyszedł taki, jaki wyszedł :D Nie żałuję <3 Chciałam jeszcze tylko, przed komentowaniem, napomknąć, że już za Tobą tęsknię i w przyszłym roku powtarzamy!
    Już schodząc nieco na rozdział… Miwo ugryzła człowieka. Nie byłoby to takie złe, gdyby nie była czystokrwistą i jej rodzeństwo miałoby mniej „proludzkie” poglądy. Z jednej strony rozumiem Miwo i jej obawę przed reakcją Juri i Haruki ( chyba bardziej Juri, bo Haruka jest taki spokojny,kochany i w ogóle ! ). Ucieczka do Rido też całkiem logiczna, w końcu on, ze swoimi grzeszkami, nie mógłby mieć jej tego za złe. Jego reakcja mi się podobała ;D Taka wyrąbana w sumie, tak, jak powinno być :P
    Rozmowa z rodzeństwem na balu była dość… oficjalna jak na rodzinę. Aż przykro mi się to czytało, w końcu łączy ich krew, a zachowują się jak obcy sobie. I denerwuje mnie, że Miwo nie powiedziała im od razu o co chodzi, tylko czekała z tym XYZ (dokładnie tyle!) czasu -.- Rozumiem, że wampiry inaczej odczuwają czas, ale też bez przesady… Trochę nieodpowiednie. Rido oczywiście zadowolony, bo jakżeby inaczej -.-
    Życie czystokrwistego musi być masakrycznie nudne. Szczególnie w takiej wielkiej, pustej posiadłości, kiedy nie ma się bliskich przy sobie, a jest się zbyt super super żeby rozmawiać ze służbą :P Tylko od przyjścia Rido do przyjścia Rido. NUDA … I w momencie „rozmowy” Miwo i Rido, przypominają mi się nasze rozkminki działkowe XD Czy można kochać najpierw, a potem tylko pożądanie? :D Jeeeny, to były czasy :D Ale odpowiedź Rido jest dość dobijająca. Jak bardzo facet kierowany jest pożądaniem i testosteronem. Chociaż i tak wydaje mi się, że Rido miał do niej coś więcej, przynajmniej w VK było to tak ukazane, jakby miał wręcz obsesję na jej punkcie. CHORĄ obsesję xd On musi w tym mieć jakiś purpose xD
    Scena wodna jest super, uwielbiam opisywanie taplania się w wodzie :D Przypomina mi się „Suzowa” akcja z sukienką :D Tak czy inaczej fajnie pokazana jest tu relacja między nimi, taka czułość i troska. Wreszcie jakieś ludzkie uczucia w tych wampirach :P I ta reakcja na półnagie ciało mężczyzny i dyskusje na temat tego, jak powinna to odczuć :D Jeny, wracaj do Bydzi :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię bardzo sceny gryzienia i podobało mi się jak to ujęłaś. Generalnie tak skupiłaś się na walorach estetycznych, że aż nabrałam kompleksów :D Aczkolwiek ja nie lubię za bardzo zagłębiać się w otoczenie, chociaż może powinnam. Tak czy inaczej będę sobie wmawiać, że to przez to, że tyle się naczytałaś tego w Internetach XD Bo styl masz coraz lepszy  (znaczy cieszę się, ale dołuje mnie to :D )
      Wiesz, że pogłębienie pocałunku mi się spodobało najbardziej :D Jakoś tak mnie wzięło :P Reszta oczywiście też jest dobra, ale mówię, spodobało mi się literackie ujęcie tego :D Jeśli chodzi o cenzurę. Gadałyśmy o tym twarzą w twarz, ale powtórzę. Nie jest to fragment szczególnie sprośny, ale z uwagi na dzieci, które to czytają, myślę, że dobrze zrobiłaś. Śmiać mi się chce, kiedy patrzę na dzieci, które udają, że mają jakiekolwiek pojęcie o tym, co tu się dzieje, podczas gdy cała ta wielka wiedza pochodzi z głupich czasopism, portali internetowych i jakiś głupich pornoli, które nijak mają się do prawdziwego życia, choć nie powiem, można się przy nich uśmiać ;) . Takim życzę tylko powodzenia, ale i trochę dojrzałości ;) W każdym razie mi scenka się podobała i jak sama dobrze wiesz, też poszalałabym w tym temacie, gdyby nie fakt, że mama to przeczyta i zacznie się zastanawiać co się stało z jej maleńką córeczką XD
      No i teraz czas na bal… u mnie :D I mój sexi bliźniak <3 Tak się zastanawiam, od czasów VK namnożyło się strasznie tych bliźniąt :D Chyba tylko u Andzika nie… nie… jednak jest :D (przypomina sobie o postaci Suzu). Także wszędzie bliźniaki :D Nie, żeby mi to przeszkadzało :P Podoba mi się, że ja z mym kochanym bratem jesteśmy tak bardzo podobni. Faktycznie może sprawiać to odrobinę przygnębiające wrażenie, kiedy jesteśmy podobnie ubrani, podobnie gestykulujemy i mówimy. Ale cóż, w kupie siła :D Szkoda tylko, że znów nie pogadali (Rido i Miwo) z Juri i Haruką. Boidudki jedne -.- Ach, a Kaori tak bardzo nie przejmuje się manierami i rzuca się na szyję swego „kochanego przyjaciela” pfff xd Nie wie, co dobre :D I tak bardzo, tak bardzo, tak bardzo złe i niewybaczalnie egoistyczne zagranie Rido… Przecież WYPADA zatańczyć z gospodarzami. Powinni się czuć zaszczyceni, że w ogóle ich spytali… grrrrr. Zaborczy debil. Ja mu też pokażę, jak bardzo potrafię być zaborcza ;)

      Usuń
    2. Wow, wreszcie po XYZ latach odważyła się do nich iść :D Trochę szkoda, że nie rozwinęłaś tej rozmowy, bo tak w sumie nic się nie wyjaśniło, nic nie wniosło nowego. Miałam nadzieję na jakieś głębsze przemyślenia i rozmowy, ale trudno, nie można mieć wszystkiego :P
      Ostatnia scena spoko, tylko znowu ucięta. Fakt o ciąży był tak delikatnie wpleciony, że można było nie zauważyć xd I szkoda, że samej scenie śmierci nie poświęciłaś zbytnio uwagi, ale mam nadzieję, że w przyszłości jakoś o tym jeszcze bardziej szczegółowo napomkniesz xd
      No i to by było na tyle :P Cieszę się, że wróciłaś do pisania i obyś kontynuowała to opo! :D Jestem dumna i kocham Bliźniaka <3 Trzymam kciuki za wenę, bo wiadomo, czasem z nią ciężko, szczególnie tak daleko od Bliźniaka  Buziaki Evi <3

      Usuń
  3. Dobra, biorę się wreszcie za komentarz, skoro już siedzę sama w nie do końca moim domu xD
    Na wstępie dziękuję za dedykację :) Choć pominięto mnie w jej drugiej części <3 (Ach, pamiętne PLUM! :D) Co do Suzu, jak byłyśmy już same, to też nie omieszkała popływać w sukience xD (O masakra, ile tu powtórzeń! xD)
    Akcja „Miwo to Rido paliwo” (ewentualnie „O jejciu, jejciu” xD) bardzo ładnie opisana, bez przesady i niepotrzebnych sprośności. Dobry pomysł z cenzurą, choć obawiam się, iż większość dzieciaków to tylko zachęci. Przeraża mnie ta dzisiejsza młodzież, mam wrażenie, że „nasze pokolenie”, o ile mogę to tak nazwać, nie było aż tak zepsute. Jednak tak szeroki dostęp do mediów wszelakiej maści ma chyba więcej minusów niż plusów. Kiedyś wystarczyło parę bajek w ciągu dnia + szaleństwa na dworze, a teraz… Szkoda gadać. Już się boję, co będzie w czasach naszych ewentualnych dzieci :(
    Heh, no i mamy debiut Kao :) Ona i Hikaru musieli sprawiać nieźle oszałamiające wrażenie. Biją od nich pewność siebie i duma. To zdecydowanie typy osób, o jakich lubię czytać, ale których na pewno nie polubiłabym w prawdziwym życiu. Co do Rido: rozumiem jego pobudki, no ale żeby nie zatańczyć z gospodarzami balu? Do dobrze wychowanych ten Twój ulubieniec nie należy! Na miejscu Kurohiko szlag by mnie trafił po takiej, jakby nie patrzeć, zniewadze.
    I znowu uderzyło mnie to, jak długo tych troje rodzeństwa Kuranów zwlekało z rozmową. No bez przesady… Rozumiem, żyją nie wiadomo ile lat, robią, co im się podoba, ale trochę umiaru, co? Poza tym brakuje mi jakichś większych wniosków po tej pogadance. A właściwie monologu Miwo. Przydałaby się jednakowoż jakaś odezwa ze strony Juri i Haruki, ale to moje zdanie.
    Na scenie śmierci szczerze mówiąc trochę się zawiodłam. Po pierwsze, była jakaś taka zbagatelizowana, bądź co bądź ma wielkie znaczenie, a tu pach-pach i koniec. Po drugie, ledwo napomknęłaś o tym, że Miwo była w ciąży, takie coś powinno być raczej zaznaczone wcześniej (i wyraźniej). No i ogólnie wszystko za szybko się działo i za krótko opisane, i choć zapewne był to celowy zabieg z Twojej strony, osobiście niezbyt przypadł mi do gustu. Ale pewnie (znaczy: mam nadzieję) w przyszłości do tego nawiążesz i bardziej się na tym skupisz, gdy przyjdzie co do czego. ;) Pozostaje mi życzyć powodzenia!
    W tych ostatnich dwóch scenkach jest parę błędów interpunkcyjnych. Postaraj się chociażby zapamiętać, tym bardziej, iż masz do tego widoczne zamiłowanie, że jeśli piszesz „zwłaszcza że/jeżeli/jeśli/gdy (itp.)”, to pomiędzy „zwłaszcza” a spójnikiem nie stawia się przecinka. ;) Jeśli wyrażenie to siedzi w środku zdania, przecinek jest po prostu przed „zwłaszcza”, to tak samo jak chociażby z „mimo że”. No i jeszcze słynne „Po blablabla, *dalsza część zdania*”. To nie angielski, w polskim nie stawiamy przecinka w takich miejscach, choć niestety robi to wiele osób. Warto zapamiętać :) Mam też wrażenie, iż czasami niepotrzebnie dajesz wtrącenia, np. zdanie „Często, po spożyciu posiłku, podchodziła bliżej niej, w dłoniach trzymając kubek stygnącej herbaty.” według mnie mimo wszystko lepiej brzmiałoby tak: „Często po spożyciu posiłku podchodziła bliżej niej, w dłoniach trzymając kubek stygnącej herbaty.” Ale pewnie tylko ja jestem taka czepialska xD
    Dobra, to tyle, już daję Ci spokój ^^’ Mimo wszystko w dalszym ciągu niezmiernie cieszę się z tego, iż znów piszesz coś dłuższego i powtarzam, że naprawdę się poprawiłaś. Oby tak dalej, pamiętajmy, że trening czyni mistrza. :)
    Buziaki, Córcia! :* I powodzonka w dalszym pisaniu!
    PS. Przepraszam za ewentualne kwiatki, nie chce mi się ogarniać tego komentarza, który, nawiasem mówiąc, miał być raczej dość krótki. o.O’

    OdpowiedzUsuń