text-indent:50px

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział I

 Sala balowa była niemal wypełniona po brzegi. Szybko tracąca zainteresowanie japońska arystokracja zyskała nowy obiekt fascynacji. Mimo że nie był to okres izolacji, a spotkanie obcokrajowca nie należało do rzadkości, wampiry wyjątkowo chętnie rzuciły się ku Brytyjczykowi, jakby pierwszy raz doświadczyły obecności kogoś wywodzącego się z innego kraju. Może dlatego, iż mężczyzna należał do poziomu A.
Albo przez fakt, że poślubił czystokrwistą Japonkę.
Ambrosia, spoglądając z piętra na tańczących rodziców, westchnęła ciężko. Widziała, że byli zmęczeni poświęcanym im zainteresowaniem i starali się odpocząć, korzystając z chwili względnej samotności. A nie minęła nawet połowa balu.
Wampirzyca odsunęła się od marmurowej balustrady, gdy zauważyła karcące spojrzenie babci. Jako czystokrwista starej daty nie potrafiła zrozumieć poczucia zagubienia wnuczki. Z całym swoim przekonaniem obwiniała o to brytyjskie społeczeństwo, w którym ta spędziła większość życia. Skinęła na nią głową, dając znać dziewczynie, że ma dołączyć do gości. Ainsworth zrobiła to bez wahania, woląc nie ryzykować gniewu tej kobiety.
Przykleiła do twarzy zachwycony uśmiech, gdy nieznany chłopak niższego poziomu poprosił o taniec z nią. Kątem oka zerknęła na gospodynię, która niemal niezauważalnie skinęła głową. Aprobata oznaczała, że Ambrosia nie mogła się wykręcić.
Z każdym następnym utworem dziewczyna poznawała nowe osoby. Nikt nie wydawał się być na tyle szczery, aby przykuć jej uwagę. Niemal połowa partnerów zachwycała się płynnością japońskiego, przy czym ona sama dobrze wiedziała, że nie kryliby oburzenia, gdyby popełniła chociaż drobny błąd. Jeden nawet ośmielił się ubolewać nad niejapońskim imieniem.
Przez przypadek nadepnęła mu na stopę, starając się zrobić to jak najmocniej. Tylko widok z trudem powstrzymywanych łez był w stanie zmniejszyć jej złość.
Szczery uśmiech pojawił się na twarzy Ambrosii dopiero, gdy stanął przed nią brat mamy. Bez wahania przyjęła jego rękę, jednak Yoshimitsu, zamiast poprowadzić ją w stronę parkietu, ruszył ku wyjściu z sali, po drodze sięgając pod dwa kieliszki z winem.
Dopiero gdy znaleźli się w niedużej biblioteczce, wyjaśnił:
- Wyglądałaś, jakbyś miała zaraz zemdleć. - Widząc jej powątpiewającą minę, dodał z uśmiechem: - Dobrze, dobrze. Może odrobinę przesadziłem. Ale jakby dość mocno bolała cię głowa. Tego już się nie wyprzesz.
Ainsworth nie mogła zaprzeczyć. Czuła się zmęczona, z niecierpliwością wyczekując końca balu, a niewygodne buty dawały się we znaki. Od dawna nie musiała aż tak uważać na swoje słowa i gesty.
- Dziękuję - powiedziała, z wyraźną wdzięcznością przyjmując kieliszek. Usiadła na jednym z foteli, po czym, zsuwając ze stóp obuwie, podkuliła nogi. Poza zdecydowanie niepasująca do czystokrwistej. Mimowolnie zachichotała na myśl o tym, co by powiedziała babcia na ten widok.
- Mam dość, a to dopiero początek. Wiem, że mama kocha swój kraj i pragnie, abym go poznała, ale chciałabym już wrócić do Anglii - westchnęła, opierając czoło o kolana. - Nawet nie wiem, ile tu zostaniemy, więc nie mogę odliczać.
Usłyszała szelest materiału, gdy wujek podszedł do niej i ukucnął. Delikatnie uniósł jej twarz, aby spojrzała mu w oczy.
- To także twój kraj, Ami, nie zapominaj o tym. - Dziewczyna nie mogła powstrzymać uśmiechu, pierwszy raz od dawna słysząc imię, którego wolał używać Yoshimitsu. - Urodziłaś się na terenie Japonii i pochodzisz z rodu czystokrwistych. Nasza ojczyzna to nie tylko nadęta arystokracja czy męczące konwenanse, dobrze o tym wiesz.
- Wiem. Ale nachodzący czas będzie polegał jedynie na uczestniczeniu w przyjęciach i spotkaniach z innymi wampirami. Tylko tego doświadczę - poskarżyła się, po czym upiła łyk wina, aby zająć swoje usta czymś innym niż narzekanie. Lubiła młodszego brata mamy i nie chciała powiedzieć o jedno słowo za dużo. Zwłaszcza że miała wrażenie, iż ten za punkt honoru wziął sobie ukazanie siostrzenicy japońskiego piękna.
- Na pewno uda nam się wybrać na wiele wycieczek - odparł, a na jego twarzy pojawił się psotny uśmiech.
Ainsworth odniosła wrażenie, że coś wiedział. Posiadał informację na temat czegoś, co było mu na rękę, widziała gołym okiem. Podświadomie czuła, że jej samej się to nie spodoba. Cała rodzina wiedziała, iż Ambrosia niemal nienawidziła niespodzianek, co wyraźnie im nie przeszkadzało.
I tym razem wolała być przygotowana. Yoshimitsu nie należał do najbardziej otwartych osób, ale łatwiej było wydobyć informację od niego niż od rodziców. Wystarczyło włożyć w to odrobinę wysiłku. Z kolei najmniej trudu wymagało wyduszenie prawdy z Suzue. Młodsza siostra Ayi miała bardzo duże problemy z dochowaniem tajemnicy, zwłaszcza gdy była podekscytowana. Gdy rodzice próbowali jak najdłużej ukryć przed Ambrosią fakt wyjazdu do Japonii, nie pozwolili spędzać jej czasu z ciotką sam na sam. Myśleli, że nie zauważy.
Jeśli nie uda się z wujkiem, będzie musiała zaczaić się na najmłodszą z rodzeństwa Kiseki.
- Ty coś wiesz - stwierdziła, wbijając w niego uważne spojrzenie.
Odpowiedział jej dźwięczny śmiech. Wampir wyprostował się, po czym usiadł na fotelu naprzeciwko, rozpinając guzik granatowej marynarki. Niedbale założył kosmyk czarnych włosów za ucho, rozsiadając się wygodniej. Jak na gust wampirzycy, był zbyt pewny siebie.
- Niedługo się dowiesz.
Szykowało się coś gorszego niż przyjazd do Japonii.


Uśmiechnęła się do rodziców, gdy weszła do salonu. Nadszedł wyczekiwany koniec balu i wszyscy mogli odetchnąć. Jednak największą ulgę było widać na twarzy ojca, który, tylko zniknąwszy z zasięgu widzenia natrętnych oczu, pozbył się zbędnych części garnituru. Ambrosia dołączyła do siedzącej na kanapie pary, sadowiąc się obok Ayi. Oparła głowę o jej ramię, co rusz wzdychając cierpiętniczo.
Przez kilka chwil nie było odzewu, aż w końcu czarnowłosa zapytała:
- Coś się stało, kochanie?
- Nikogo tu nie znam - mruknęła, odsuwając się od rodziców, jakby na poparcie swojego oburzenia.
- Z czasem poznasz - odparła Aya, lekko ściskając dłoń córki. Uśmiechnęła się do niej, nawet jeśli wiedziała, do czego Amrosia zmierzała. Przed podróżą, a nawet jak już walizki zostały spakowane, próbowała przekonać rodziców, aby pozwolili jej zostać w Anglii.
- Nie chcę. Ja tu po prostu nie pasuję - odburknęła, po czym ruchem głowy wskazała na dogorywającego obok Williama. - Widziałaś, jak te harpie obsiadły tatę.
- Mnie w to nie mieszaj - mruknął, nawet nie otwierając oczu. Machnąwszy niedbale ręką, kontynuował: - Jestem cały, odrobina snu to jedyne, czego potrzebuję.
Nagle drzwi się otworzyły i do pokoju wparowała Suzue. Kobieta była wyraźnie podekscytowana i ostatkiem sił hamując się przed podzieleniem z siostrzenicą nowiną. Usiadła na podłokietniku, przyciągając Ambrosię do siebie, by ją przytulić. Kompletnie nie zwróciła uwagi, czy robi to delikatnie, nie potrafiąc powstrzymać się przed okazywaniem wesołego nastroju. Przez cały bal unikała spotkania z dziewczyną, ale teraz mogła dać upust swojej radości.
- Ktoś mi wreszcie powie? - zapytała, odgarniając z twarzy orzechowe włosy ciotki.
Aya skinęła głową i chyba wyglądało na to, że to Will został obarczony ciężarem podzielenia się z córką nowiną, ale Suzue, mocniej przytulając szatynkę, wyrzuciła z siebie:
- Pójdziemy razem do szkoły z internatem, w której uczą się i ludzie, i wampiry.
To zdanie zamroziło dziewczynę. Z drugiej strony była jeszcze szansa...
- W Japonii? - zapytała szeptem, wbijając spojrzenie w tatę. Ten w odpowiedzi jedynie kiwnął głową. Nie zwróciła większej uwagi na jego przepraszający wyraz twarzy, odsuwając się od obejmującej ją Kiseki. Wstała, po czym ze skrzyżowanymi ramionami obróciła się do nich przodem.
Aya mimowolnie skrzywiła się. Nigdy nie widziała córki w takim stanie. Oczywiście zdarzały się chwile, gdy krzyczała albo złościła się, nawet bez racjonalnego powodu, ale były to raczej drobnostki i zaraz przychodziła przeprosić. Na początku nie bardzo wiedziała, co myśleć - nie przypominała sobie, aby kiedykolwiek wszczynała bezsensowne awantury. Nigdy także nie doświadczyła czegoś podobnego ze strony młodszego rodzeństwa.
William uspokoił swoją żonę. Wyjaśnił, że u niego była to normalna sytuacja, zwłaszcza w wieku ich córki. Ba, nawet jego brat zachowywał się tak samo. Zapewnił Ayę, iż to z czasem przejdzie.
Fakt, że wdała się w ojca, był jasny już gdy Ainsworth miała ledwie kilka lat.
- Przyjechałam z wami, chociaż to było ostatnie, czego chciałam - odezwała się pozornie beznamiętnym tonem. Pozornie, gdyż z każdym następnym słowem wzrastało budzące wyrzuty sumienia napięcie w jej głosie, chociaż nie dało się wyczuć smutku czy złości.
Aya nie mogła pozbyć się wrażenia, że Ambrosia miała więcej wspólnego z jej matką niż ta by sobie tego życzyła. Pamiętała, iż tamta używała tego tonu, gdy któreś z dzieci walczyło zażarcie i nie chciało dostosować się do matczynej woli. Zawsze z pozytywnym skutkiem.
Z drugiej strony, córce jeszcze wiele brakowało do osiągnięciu poziomu babci.
- Zapewnialiście mnie, że to tymczasowy wyjazd. Rozumiem, że mama chce spędzić trochę czasu w Japonii, ale dlaczego ja też muszę tu gnić? Dlaczego muszę chodzić do szkoły?
Gdy żaden z dorosłych nie palił się do odpowiedzi, ruszyła ku wyjściu z pokoju. Zamknąwszy za sobą drzwi, zauważyła opierającego się o ścianę Yoshimitsu. Stanęła na chwilę, ale, gdy nic nie powiedział, skierowała się do swojego pokoju. Będąc tuż przy drzwiach, usłyszała:
- Szykuj się, za dziesięć minut wychodzimy.


Celem pierwszej wycieczki, którą zaplanował jej wujek, okazała się być tokijska restauracja. Nie byłoby to nic nowego, gdyby lokal nie wyróżniał się usytuowaniem. „The Peak Lounge” mieściło się na najwyższym piętrze jednego z wieżowców, dzięki czemu goście mogli podziwiać stolicę z góry. Ainsworth nie zwróciła na to uwagi, zbyt zdenerwowana niespodzianką, którą przygotowali jej rodzice. Według niej pomieszczenie bardziej przypominało ogródek pełen bambusów, w który ktoś wcisnął dywan i stoliki z krzesłami.
Zrozumiała wybór, gdy okazało się, iż restauracja specjalizowała się w kuchni brytyjskiej. Dopiero gdy upiła łyk herbaty, poczuła, jakby całe napięcie z niej zeszło. Westchnęła niemal z ulgą, po czym, starając się ignorować zadowolony uśmieszek Yoshimitsu, zerknęła przez okno. Widok był niczego sobie, dziewczyna musiała przyznać, ale nie czuła się nim specjalnie oczarowana. Rozejrzała się po pomieszczeniu. O tej porze nie było wielu gości i przeważały osoby, które posługiwały się językiem angielskim, japoński jedynie rozbrzmiewał gdzieś w tle.
Gdy zamknęła oczy, mogła poczuć się jak w domu.
- Wiesz, że rodzice nie robią ci tego na złość - odezwał się wampir. Już szykował się, aby kontynuować, ale dziewczyna mu przerwała:
- Daruj sobie kazania. Wiem bardzo dobrze, co chcesz powiedzieć, więc możemy pominąć ten punkt.
- Postaraj się zrozumieć Ayę. - Nagle wyraz jego twarzy zmienił się. Wyprostował się w fotelu, niezauważalnie zaciskając dłonie na podłokietniku. Skinął lekko głową, nie odrywając oczu od jakiegoś punktu za plecami Ambrosii.
Zdezorientowana obróciła się, aby zobaczyć, co przyciągnęło uwagę wuja. Rozejrzała się po restauracji, ale nikt specjalny nie stał...
Och. Przełknęła ślinę, wyczuwając trójkę czystokrwistych. Spojrzała w ich kierunku. Dwie kobiety i mężczyzna. Jedna z nich, blondynka, zauważając Ambrosię, pomachała jej, uśmiechając się przy tym. Szatynka, która siedziała tyłem do Ainsworth, obróciła się i jedynie skinęła głową, wyraźnie niezadowolona z towarzystwa innych wampirów.
- Kto to? - zapytała, zerkając na wuja.
- Ci blondyni to Kaori i Hikaru Kurohiko, bliźniaki. Tej drugiej nie znam, ale pewnie jakaś daleka krewna, skoro są podobni - odpowiedział, nachylając się ku niej. Zrobił to cicho, aby mieć pewność, iż nikt nieproszony ich nie usłyszy.
Przez resztę pobytu w restauracji rozmawiali o błahostkach, skupiając się na jedzeniu. Ambrosia widziała, że Yoshimitsu co chwilę zerkał na stolik wampirów. Nie mógł się rozluźnić w obecności tamtych, nawet jeśli wyglądało na to, że przybysze nie palili się do dłuższej pogawędki.
Widać Kurohiko należeli do rodów, które nie miały dobrych stosunków z Kiseki. Wiedziała, że między japońskimi familiami były różnego rodzaju waśnie, inaczej niż w przypadku Brytyjczyków. Oczywiście także w Anglii zdarzały się kłótnie, ale garstka czystokrwistych starała się trzymać razem, nie pozwalając, aby nic nieznaczące głupoty rozdzieliły ich. Chcieli utrzymać czystość krwi.
Gdy skończyli posiłek i dopili herbatę, postanowili jak najszybciej opuścić restaurację. Żadne z nich nie paliło się do dłuższego podziwiania widoku, zwłaszcza że mieli świadomość obecności wyczulonych uszu.


Kaori odprowadziła spojrzeniem parę czystokrwistych, uśmiechając się lekko znad filiżanki. Przy ich stoliku zapanowała cisza, którą postanowili przerwać, gdy mieli świadomość, iż nie zostaną podsłuchani. Nie przejmowali się otaczającymi ich ludźmi. Poza tym gwar w pomieszczeniu stanowił skuteczną ochronę, jeśli wziąć pod uwagę, że rozmawiali ściszonym głosem.
- Najwyższy czas, aby odebrać niektórym monopol na władzę - mruknęła blondynka, odstawiając porcelanowe naczynie na spodek. Oparła głowę na ramieniu brata, będąc w wyraźnie lepszym nastroju. Siedząca naprzeciw wampirzyca odniosła wrażenie, że spotkanie z parą czystokrwistych polepszyło jej nastrój.
- Co dokładnie masz na myśli? - zapytała szatynka, lekko pocierając zmęczone oczy. Odchyliła się do tyłu, aby oprzeć wygodnie plecy.
Zamiast tego odezwał się mężczyzna, taksując wampirzycę uważnym spojrzeniem niebieskich oczu:
- Ciężko się przyzwyczaić do zmiany?
- Najgorsze jest powietrze - odparła bez wahania. - Ciotka miała w zwyczaju dość częste podróżowanie wraz ze swoimi aktualnymi partnerami, więc zmiana strefy czasowej akurat nie stanowi dla mnie większego problemu.
- To musiało być ciekawe doświadczenie - westchnęła Kaori.
- Co kto lubi. Mimo wszystko oddzielenie od rodziny nie jest najwspanialszym doświadczeniem - powiedziała chłodno. Gołym okiem było widać, iż nie podziela zdania towarzyszki.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło. - Blondynka nachyliła się nad stołem, aby uścisnąć dłoń zielonookiej. - Nadrobimy stracony czas, Setsuko. Jest kilka niecierpiących zwłoki kwestii. Gdy zostaną rozwiązane po naszej myśli, nie będziemy mieć żadnych problemów.
- Obiecujemy ci to - dodał Hikaru, zerkając na drzwi. Wkrótce potem spojrzał na zielonooką, uśmiechając się niemal ciepło.



Na początku pragnę podziękować zmęczonej Ayi za sprawdzenie. <3 Za komentarze serdecznie dziękuję Kirian, bliźniakowi (razy 3) i Ayi. Motywują mnie w chwilach, gdy pisanie jest ostatnim na co mam chęć. ;D
Mam nadzieję, że rozdział was nie znudził! Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to drugi pojawi się za jakieś dwa tygodnie  

8 komentarzy:

  1. Hey!

    Wiesz co? mogłaś powiadomić mnie o rozdziale! Ale wybaczam ;)

    Cóż, rozdział króciutki, ale! Zaciekawiła mnie postać Ambrosii. I fakt, że to Aya jest jej matką! o.O No i, że Aya jest żoną brytyjskiego czystokriwtego! Jezu! Szok! o.O Ale z drugiej strony-to taka miłą odmiana, być czymś zaskoczoną :D

    Poza tym-Kaori też się tu pojawia?? O jejku! I nie jest siostrą Ayi! Boże, nie wiem jak ja do tego przywyknę! ^^"

    Nmzc :* Wsparcie moralne to nasz obowiązek :D

    Pozdro i weny!

    K.L.

    PS. jestem pierwsza? Hahahaha :D Kto rano wstaje... i tak dalej. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PPS. świetne masz tło/ obraze/ cokolwiek to jest na blogu! W skali dziesięciopunktowej, zdecydowanie 10! ;)

      Usuń
  2. No to zabieram się szybciutko, żeby nie mieć zaległości (chociaż zanim napiszesz/dodasz rozdział 2 to już pewnie będę po poprawkach płakać w Twoich ramionach xd ).

    No i mamy nową główną bohaterkę, o starej słuch zaginął… :D Ambrosia hm.. W pierwszym fragmencie brakowało mi zdecydowanie przedstawienia postaci. Wolę czytać coś i jednocześnie wyobrażać sobie wszystko, co się dzieje. A tymczasem nie sprzedałaś żadnych informacji o jej wyglądzie czy wieku (chociaż tu przywykłam :P). Ta babcia… nie polubiłam jej. Nie wiem dlaczego, ale nie lubię starszych postaci, które zachowują się jakby nigdy nie były młode. Z niezrozumieniem spoglądała na wnuczkę. Czy to jej wina, że czuła się dziwnie, nie lubiła takiego przepychu i sztucznych uśmiechów dookoła? Jeny, bez przesady xd Jak już mówiłam Ayi (jesteśmy siostrami, bo obie o tym pomyślałyśmy!), pierwsze co - skojarzyła mi się z babcią Tamakiego z Ourana… A że mi go tam tak żal było… To tutaj mi żal Ami (mmm. Yoshimitsu <3 )
    Z jednej strony dziwne, że braciszek mamusi ją tak nagle wyrywa z balu (babcia nie będzie zadowolona!), ale to takie urocze i miłe z jego strony. Nie jestem w stanie go nie lubić, jest taki uroczy! I przynajmniej wiem, że ma czarne włosy, zawsze coś :D

    Hihihi, zawsze jak czytam o Suzu to mi się śmiać chce :D Jaka urocza postać z niej wyszła, do złudzenia przypominająca Suzu w niektórych momentach :P Ale sprawia bardzo dobre wrażenie, takiej dobrej, rozgadanej duszy :) O, nowe informacje! Aya ma czarne włosy (serio? Xd) A Suzu orzechowe. Will tylko jest taki trochę cichociemny i ciężko określić jego charakter. Aya jest dobrą, spokojną mamusią, taką Ayą. Suzu jest jak Suzu :D Yoshimitsu jest mega gorącym bratem z dużą ilością pewności siebie (czyli to, co tygryski lubią najbardziej!), a Will… no póki co jest taki spokojny i ciężko go wyczuć :D A Ami widać, że wdała się w babuszkę trochę :D Byle nie za bardzo!

    Yoshi jak książę przybywa żeby uspokoić sytuację :D No i bardzo dobrze. Ach, jaka szkoda, że wybrali się akurat do tej restauracji >D Miała być miła, rodzinna pogadanka, a nie kleiło im się przez wszystko słyszące uszy Kurohików xd Nie, żebym specjalnie żałowała :D W końcu, jakby nie patrzeć to nasza wspólna scena- moja i Yoshimitsu :D A znając Ciebie, dużo ich już pewnie nie będzie :( ale cóż, miłość do mojego bliźniaka mi starczy <3 tak myślę… :D

    Czyżby Kao lubiła kuchnię angielską? Ulala. Miłe miejsce, jak na rozmowę z rodzinką <3 Kao jest tu taka urocza :D Jeszcze nie zdążyła herbatki wypić, a już planuje co by tu zbroić <3 moja krew! Miałam uciechę jak czytałam o tej ciotce i zmianie aktualnych partnerów :D I ta reakcja Kao, że to musiało być ciekawym doświadczeniem. Zdaję sobie sprawę, że chodziło jej o zmianę klimatu, ale wiesz jak jest xd musiało mi się skojarzyć i stwierdziłam, że Kao zazdrości cioci stylu życia :D Chociaż swoim też pewnie nie gardzi <3 hihi, Setsuko… setSUKO :D hiehiehiehie xd skończyłam, wiem, że głupi przerywnik, ale musiałam troszku się pośmiać :D Poza tym, ładne imię :D Jestem ciekawa co te bliźnioki wykombinujo! <3

    To by było na tyle, wracam do nauki z czystym sumieniem, że nie mam już zaległości w komentarzach :D Trzymam kciuki żeby pisanie szło Ci przynajmniej tak samo dobrze jak czytanie ff xd W każdym razie- w dalszym ciągu nie wiem jaki kolor włosów ma główna bohaterka :D Obstawiam, że czarne, ale nie wiem jakie ma Will, więc wszystko może się zmienić :P Miłego pisania, bliźni <3

    OdpowiedzUsuń
  3. No to ten... Zabieram się w końcu za ten komentarz dla ciebie, bo zdaje mi się, że w ogóle ci nic nie pisałam, a potem postaram się uderzyć na blog Ayi i Kaori (jakaś sprawiedliwość musi być XD) ^^"
    Jakiś specjalnie długi nie będzie, ale...

    Naprawdę podobał mi się obraz Rido, który stworzyłaś ^-^ On na serio był opiekuńczy, nie był jeszcze aż takim narcyzem i egoistą, jak się niewtajemniczonym wydaje .-.'' W sumie to nawet go rozumiem. Kochać kogoś do szaleństwa, jak to się mówi... Mam tu na myśli oczywiście Juri (Julię? Przy lektorce taki numer odwalili, że szkoda gadać...), niepoprawną optymistkę obdarzoną zdolnościami podobnymi do Yuki [czyli wymachiwanie kijem na oślep i brak rozumu, (ale jednak mniejszymi, bo u Yuki zue geny Haruki i Juri się złączyły i to zuo spotęgowały -,-')]. No, w każdym bądź razie, to rozumiem jego zazdrość (ja na serio wszystkim dookoła zazdroszczę, więc wiem, jak to jest XD). Chociaż na pewno nie podzielam gust kulinarnych... (Yuki to dla niego jak smakowite smażone jajko, a Juri jak kura znosząca te jajko, którą można podać na tacy? O.o'') No, ale tak czy owak, to słodkie jaki z niego był fajny starszy brat ^o^ Sama miałam wrażenie, że zanim zaczął się ten wyścig szczurów pomiędzy braćmi Rido musiał być dobrym starszym bratem, bo taki wrodzony instynkt ma po prostu starsze rodzeństwo. Szkoda, że w mandze nie zostało to ukazane... Poza tym świat wcale nie dzieli się na ludzi złych i dobrych, dlatego trochę mnie irytowało robienie przez Matsuri Hino z biednego ojca Senriego takiego "Sarumana". Raczej taka złość, nienawiść i okrucieństwo nie bierze się znikąd, a niestety w mandze jego powody nie zostały do końca wyjaśnione. Z pewnością kierował się po części pożądaniem do Juri, ale chodziło chyba jednak jeszcze o coś... Przynajmniej u ciebie jest ukazana druga strona medalu (albo Orzeszka XD) :) I za to masz ode mnie duży plus oczywiście (drugi za grafikę, moje utalentowane stworzenie *.*) xD
    Osobiście Miwo z charakteru nie bardzo przypadła mi do gustu, ale taki typ małej dziewczynki, co zrobić :P I moja niechęć w stosunku do niej w stu procentach nie wypływa z tego, że dała mi hiszpańskie porno w ostatniej części prologu i zgwałciła Rido (ja to po prostu wiem, wszystkie Kurczakowe takie złe! XD) >.<"

    A teraz przejdźmy już do rozdziału... Pierwszego xD

    Ambrosia... Fajne imię jak dla wampki x3 Ambrozja to był nektar bogów olimpijskich, który zapewniał nieśmiertelność, o ile pamiętam .-.'' Więc zdaje mi się, że angielska wersja pasuje jak ulał XP
    Ale naprawdę nie wiem, co jej rodzice mają do Anglii ;-; Robią z córki większego wyrzutka, niż nim być powinna ;_; Z czasem zaczynam wątpić w umiejętności rodzicielskie bohaterów dzisiejszych książek, opowiadań i fanficków... Chcą zasymilować ją z kimś, to największym błędem jest robienie tego na siłę, bo to przecież tak da się tylko ją zrazić! Ech... No, ale bez tego przymusu nie byłoby przygody ^-^'
    O matko, Suzu taka papla, Jezu, padam XD Choć są gorsze :D
    Wiedziałam, że Aya będzie twoją matką, a Suzu ciotką, ale nie spodziewałam się, że powołasz znowu do życia Willa! :O Myślałam, że już na dobre zakończyłaś sprawę z Sangriento ._." Ale chciałabym, żebyś te opo inne wskrzesiła, jejciu! *^* Z twoim zapałem i stylem od razu byłoby lepiej ♥
    Kao to wiem, że ma bliźniaka, ale ta Setsuko to się zastanawiam, czy na wzór Andzika była robiona xD

    Przepraszam, że taki krótki komentarz, ale zaraz lecę na kolację T^T" Wiem, że to nic specjalnego...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobra, zabieram się wreszcie za komentarz. Za dużo tych zaległości, za dużo! *nie wyrabia się* ;_; Pytanie nr 1: czego nie zauważyłam/co głupiego napisałam/co innego zrobiłam bądź czego nie zrobiłam (niepotrzebne skreślić), że wciąż tak podkreślasz, jaka to byłam zmęczona, sprawdzając ten rozdział? -.-

    No i mamy falę debiutów. Nowych bohaterów na pęczki! Ale jakoś łatwo idzie im zdobywanie mojego zainteresowania i sympatii. Po pierwsze, Ambrosia - taka pod pewnymi względami raczej typowa nastolatka, co to ma jakieś tam problemy, ale bez przesady. Z lekka buntowniczka, ale na tyle, na ile jest to dopuszczalne, z drugiej strony też jednak uległa z racji tego, w jakiej rodzinie przyszło jej żyć. Marudna w pewnych kwestiach, czyli normalka. Nie dziwię się jej poczuciu zagubienia, bo nie dość, że wychowała się w innym kraju, to jeszcze los (tudzież rodzice) przywiódł ją do państwa diametralnie różniącego się od Anglii i w ogóle krajów Zachodu. Większość Europejczyków byłaby totalnie skołowana w Japonii, bo co innego trochę sobie pozwiedzać bez zobowiązań, a co innego musieć obcować wśród tamtejszych „ludzi” i w ogóle… Generalnie towarzystwo irytujące, ale na balach elit zawsze tak jest, do jakiego opowiadania by nie spojrzeć. Babcia… No, jak to wspomniała Kao, obu nam skojarzyła się z babcią Tamakiego Suou z OHSHC. Z jednej strony nie bardzo do lubienia, z drugiej - otwiera wiele możliwości. Mam nadzieję, że jej postać będzie się przewijać. Jeszcze co do Ambrosii - muszę przyznać, że zdziwiłyśmy się z Suzu na to imię. xD Zdecydowanie nie wpadłabym na to, by tak nazwać bohaterkę własnego opowiadania. Owszem, użyłam kiedyś tego, ale była to nazwa jakiejś magicznej krainy pełnej elfów, smoków i tak dalej. xD Co jeszcze… Ach, tak, chciałam napomknąć, że spodobała mi się wzmianka o pochwałach odnośnie znajomości japońskiego Ambrosii. Dlaczego? Otóż dlatego, iż nasłuchałam się już i naczytałam, że Japończycy często chwalą obcokrajowców za mówienie w ich języku (nawet byle jaką znajomość japońskiego podnoszą do rangi, którą mogę określić słowem: WOW), choć pewnie równie wielu jest tych, którzy nie chcą z cudzoziemcem rozmawiać po japońsku (nawet jeśli ten doskonale zna ów język!) i na siłę stara się prowadzić konwersację łamanym angielskim. Zrozumieć Japończyków: rzecz niemal niemożliwa. Ale to tak „by the way”.
    Po drugie, Yoshimitsu. Od razu go polubiłam, bo widać, że jest świetną osobą. Poznajemy go jako kochanego wujka niosącego pomoc zagubionej, znudzonej siostrzenicy, ale ciekawa jestem, w jakich jeszcze akcjach o nim poczytamy. Niach, i jeszcze ta „Ami”! Szczerze mówiąc, ta wersja jej imienia bardziej mi się podoba, nie wiem, czy to przez wzgląd na zamiłowanie do japońskiego, czy nie, ale… *wyobraża sobie, jak musiałaby zapisać w sylabariuszu „Ambrosia” (anburoshia? amuburoshia?)*
    Po trzecie, Suzu. Ciotka Twa nie wiedziała, czy się śmiać, czy płakać, czytając o swoim wejściu, co było doprawdy zabawne. Osobiście uważam, że nieźle oddałaś charakter Suzu w chwilach, w których jest podekscytowana, nakręcona. Nie wiem, na ile opowiadaniowa Suzue wbije się w „ciocię na co dzień”, ale jednak jakieś podobieństwa są, a to już coś. Dobra, to chyba zabrzmiało, jakby ktoś Ci kazał oddawać charaktery osób z reala, a nie o to chodzi. o.O’ Ech, nieważne, w każdym bądź razie ciekawa jestem, co też ta trzpiotka Suzu jeszcze zmaluje! xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po czwarte, Aya i Will. Wezmę ich razem, bo występują w parze jako rodzice głównej bohaterki. Cóż, Aya jak na razie nie wyróżnia się niczym od innych moich bohaterek o tym imieniu, więc łatwo mi się z nią w mniejszym czy większym stopniu utożsamić. A Will? Dużo o nim póki co nie było, ale już go polubiłam, gdy przeczytałam, że źle się czuje w otoczeniu „harpii” i na balach. xD No i już widzę go „dogorywającego” na kanapie - sama pewnie bym tak wyglądała po takim przyjęciu!
      Kaori i Hikaru pojawili się już wcześniej, więc „po piąte” będzie Setsuko. Trudno coś o niej powiedzieć jak na razie. Zobaczymy, co będzie się działo, a póki co zastanawiam się tylko, czy to czyjaś postać, czy też bohaterka niezależna, że się tak wyrażę?

      Dobra, postaci jako tako ogarnięte, więc krótko o fabule i innych takich.
      Podoba mi się ten „światowy” klimat tego rozdziału. U nas wszystko skupia się wokół Akademii i przyległych terenów, czasem na innych częściach Japonii, ale nigdy nie są one określone, zaś tutaj mamy prawdziwy świat z prawdziwymi miastami i tak dalej. Jest nowocześnie i, pomijając otoczkę fantasy związaną z wampirami itp., realnie. Dzięki temu mniej czuję, że czytam ff VK, więc jest nadzieja, że nie będę się już tak czepiać Rido i spółki. xD
      No tak, ale jednak skoro jest powiązanie z VK, to musi być i Akademia. Oczywiście nie dziwne, że posyłają tam Ami, gdzieżby indziej miała wylądować główna bohaterka? Heh, przynajmniej będzie miała towarzystwo w postaci Suzu. Nie za dużo tych czystokrwistych w jednej klasie? ;>
      Niechęć Ambrosii zrozumiała, ale równie oczywiste jest to, że Aya chciałaby pobyć trochę w swojej ojczyźnie. Kurczę, gdybym z jakichś powodów musiała mieszkać przez XY(Z) lat za granicą, szalenie bym tęskniła i chyba umarłabym, gdyby moje dzieci nie znały swoich korzeni i piękna mojego kraju… T^T Chociaż kto to tam wie, jakie jeszcze były powodu przyjazdu rodziny Ainsworth do Japonii. Swoją drogą, ciekawa jestem, jak to wyszło, że Aya i Will się ze sobą zeszli, wygląda bowiem na to, iż był to niezły szok w świecie japońskiej śmietanki towarzyskiej, a jeśli na dodatek słynna babcia tak krzywo spogląda na wszystko, co zagraniczne, to… No jak to się stało? Żywię nadzieję, że jakoś rozwiniesz ten wątek, tym bardziej, że, jak już pewnie zdążyłaś zauważyć przez te wszystkie lata, uwielbiam zagłębiać się w przeszłość bohaterów.
      Podobieństwo Ambrosii do babki… Tak sobie myślę, iż to bardzo częste, że ktoś upodabnia się bardzo do osoby, za którą nie przepada albo której wręcz nie znosi. Nie tylko w opowiadaniach (tu na myśl natychmiast przychodzi mi chociażby Clarinos z PP upodabniająca się do znienawidzonego ojca), ale też w życiu…
      Kurohiko i ta tajemnicza Setsuko coś knują… Czymże byłoby opowiadanie bez odrobiny intryg? xD Ciekawa jestem, co im siedzi w głowach i w jaki sposób namieszają w fabule, bo że to zrobią, jest raczej pewne. No nic, pozostaje czekać. I że tak jeszcze nadmienię, znów na zasadzie „by the way”: to trochę dziwne, że tylu czystokrwistych przypadkiem wylądowało w jednym lokalu, tym bardziej, że w samym Tokio musi być niesamowicie wiele knajp wszelakiego rodzaju…

      Usuń
    2. Ogólnie chciałam jeszcze napomknąć, iż zdecydowanie brakuje konkretniejszej charakterystyki bohaterów. Kiedy się ich wprowadza, pasowałoby chociaż krótko opisać ich wygląd, jakieś cechy… Po to, by można było ich sobie wyobrazić, to raz, ale chodzi też o to, że można się pogubić w kwestiach co kto mówi, robi… Bo wiesz, pisałaś np. coś w stylu „czarnowłosa powiedziała to, a szatynka tamto”, a my, czytelnicy, nie wiemy jeszcze, jak kto wygląda. Zbyt wielu rzeczy trzeba się domyślać. Podobnie jest z nazwiskami. Poza tym mam wrażenie, że czasami za bardzo chcesz coś ukryć. Fajnie jest pozostawiać pewien niedosyt, jakąś małą tajemnicę, ale zdarza Ci się zbyt mocno coś zawoalować, przez co łatwo się pogubić.

      Jeny, mam dziś jakieś problemy z wysłowieniem się, nie wiem, na ile coś zrozumiesz z tego elaboratu. Niemniej rozdział bardzo mi się podobał (choć oczywiście był za krótki, ale wiem, że albo to, albo rozdziały raz na ruski rok :P) i mam nadzieję, że będzie tylko lepiej. :) Ech, swoją drogą, pewnie zapomniałam wspomnieć o kilku rzeczach, o których chciałam napisać, ale… Mówi się trudno, na szczęście skleroza nie boli. Pozostaje mi więc życzyć Ci ogromnych pokładów weny i powodzenia. Mamusia trzyma kciuki! :D Buziaki, Córcia! :*

      Usuń
  5. napisałam coś i mi usunęło :<

    mehu, nie chce mi się znów tego pisać, więc w skrócie:
    1. Ile nowych postaci! Nawet na mnie to za duża ilość, przez co nie wiem "kto kim jest" :<
    2. Nie mogę sobie ich wyobrazić, poskąpiłaś mi opisu :<
    3. Imię głównej (??) bohaterki jest zgoła dziwne, acz chodzi mi o to, że w jednej linijce masz je źle zapisane (chyba, że to jakiś rodzaj pieszczotliwego wydźwięku) :d
    4. Ogółem, w porównaniu do prologu (który jak Ci mówiłam, jest w moim odczuciu "ciężko" napisany), ten rozdzialik czytało mi się bardzo dobrze i przyjemnie. W sumie nie wiem, jaki jest tego powód, ale jednak.. o dziwo, za szybko, ale mnie to nie przeszkadza, gdyż nie lubię czytać w internetach :D
    5. Nie wiem, co powiedzieć o fabule, wstrzymam się do następnego :33

    OdpowiedzUsuń